Rozrywka

Sędzia Zapytała 9-Latka, Z Kim Chce Mieszkać — Wtedy Wyjął Dyktafon, A Jego Ojciec Zbladł

Anna poczuła, jak serce uderza jej mocniej. Przez chwilę nie potrafiła nawet spojrzeć na Piotra. W sali rozpraw panowało zamieszanie, lecz dla niej wszystkie dźwięki nagle stały się odległe. Liczyło się tylko jedno zdanie Jakuba. To nie była Katarzyna. Skoro więc ktoś próbował dostać się do sejfu, ktoś, kto wiedział, czego szuka, musiał być kolejną osobą zamieszaną w całą sprawę. Policjant poprosił sędziego o możliwość przekazania szczegółów na korytarzu, ale sędzia stanowczo odmówiła.

— Chcę wiedzieć, co dokładnie znaleziono w domu pana Kowalskiego.

Policjant skinął głową.

— Patrol otrzymał zgłoszenie od sąsiada. Z jego relacji wynikało, że z domu dochodziły odgłosy tłuczonego szkła. Kiedy funkcjonariusze przyjechali na miejsce, znaleźli osobę w gabinecie.

Piotr wpatrywał się w niego z niedowierzaniem.

— Kogo?

Policjant spojrzał na niego.

— Pańską księgową.

Anna poczuła ukłucie w żołądku. Przypomniała sobie kobietę, którą kilka razy widziała podczas rodzinnych spotkań. Zawsze elegancka, spokojna, niemal niewidoczna. Piotr przedstawiał ją jako osobę odpowiedzialną za sprawy finansowe firmy.

— Co robiła w gabinecie? — zapytała Anna.

— Próbowała otworzyć sejf. Miała przy sobie klucz.

Piotr gwałtownie pokręcił głową.

— To niemożliwe. Ten klucz miałem tylko ja.

Policjant wyjął mały woreczek dowodowy.

— Znaleźliśmy drugi egzemplarz.

Marek Zieliński spojrzał na Piotra.

— Czy pańska księgowa miała dostęp do dokumentów związanych z panią Kowalską?

Piotr milczał.

Sędzia natychmiast zauważyła jego reakcję.

— Panie Kowalski?

— Mogła mieć dostęp do części dokumentów.

— Jakiej części?

— Finansowej.

Anna poczuła, że jej dłonie zaczynają drżeć.

— Czyli mogła przygotować dokument, którego nigdy nie podpisałam?

Piotr spojrzał na nią.

— Nie wiem.

— Ale właśnie powiedziałeś, że miała dostęp do dokumentów.

— Anna, przestań.

Po raz pierwszy wypowiedział jej imię bez udawanej troski. Była w nim złość, zmęczenie i coś jeszcze. Coś, co Anna rozpoznała natychmiast.

Strach.

Sędzia poleciła policjantowi kontynuować.

— Co jeszcze znaleziono?

Policjant wyjął kolejną kopertę.

— W gabinecie znaleziono niszczarkę. Była włączona. W środku znajdowały się fragmenty dokumentów.

— Czy udało się je odzyskać?

— Częściowo.

Marek wstał.

— Czy wiadomo, czego dotyczyły?

Policjant spojrzał na sędziego.

— Tak. Jedna z kartek zawierała nazwisko pani Anny Kowalskiej.

Anna poczuła, jak przeszywa ją zimno.

— Co było napisane?

Policjant podał dokument sędzi. Ta przeczytała go w milczeniu, a potem uniosła wzrok.

— Pani Kowalska, wygląda na to, że dokument dotyczy przeniesienia praw do pewnego rachunku powierniczego.

Anna zmarszczyła brwi.

— Nie mam takiego rachunku.

Piotr zamknął oczy.

I wtedy Jakub odezwał się cicho.

— Masz.

Anna odwróciła się do syna.

— Co?

— Tata powiedział kiedyś, że to konto jest na twoje nazwisko.

Piotr natychmiast poderwał głowę.

— Jakub, przestań mówić rzeczy, których nie rozumiesz.

Chłopiec zacisnął usta.

— Rozumiem.

Sędzia poprosiła go, by podszedł bliżej.

— Jakubie, skąd wiesz o tym rachunku?

Chłopiec sięgnął do kieszeni, ale tym razem Anna złapała go delikatnie za rękę.

— Nie musisz, jeśli się boisz.

Jakub spojrzał na nią.

— Nie boję się już.

Wyciągnął małą złożoną kartkę.

— Tata dał mi ją kilka tygodni temu. Powiedział, żebym schował ją przed mamą.

Anna wzięła dokument.

Na środku widniał numer rachunku oraz kwota, od której zakręciło jej się w głowie.

8 400 000 złotych.

Przez moment nie potrafiła oddychać.

— Co to jest?

Piotr nie odpowiedział.

Marek nachylił się nad dokumentem.

— To rachunek powierniczy założony siedem lat temu.

— Na czyje nazwisko?

Marek spojrzał na Annę.

— Na pani.

Anna poczuła, że świat zatrzymał się w miejscu.

— Ale ja nigdy go nie otwierałam.

— Wiem.

— Skąd?

Marek wskazał dolną część dokumentu.

— Bo do założenia rachunku wykorzystano kopię pani dowodu osobistego. Problem w tym, że kopia została wykonana w dniu, kiedy pani jeszcze nie miała tego dokumentu.

Sędzia zmarszczyła brwi.

— Czyli ktoś posłużył się fałszywą dokumentacją?

— Tak.

Piotr siedział nieruchomo.

Anna spojrzała na niego.

— Co jest na tym rachunku?

Piotr milczał.

— Piotr, co jest na tym rachunku?

W końcu podniósł wzrok.

— Pieniądze, które miały zabezpieczyć przyszłość chłopców.

Anna zacisnęła dłonie.

— Więc dlaczego próbowałeś je ukryć?

— Bo nie rozumiesz, co się stanie, jeśli je odzyskasz.

— To mi wytłumacz.

Piotr otworzył usta, lecz nie zdążył odpowiedzieć.

Telefon policjanta zawibrował. Funkcjonariusz przeczytał wiadomość, po czym wyraźnie spoważniał.

— Wysoki Sądzie, otrzymałem właśnie informację z domu.

— Proszę mówić.

— Zatrzymana księgowa twierdzi, że nie działała sama.

Anna poczuła ciężar w klatce piersiowej.

— Z kim działała?

Policjant spojrzał na Piotra.

— Twierdzi, że przez ostatnie siedem lat wykonywała polecenia osoby, która faktycznie kontrolowała ten rachunek.

Sędzia odchyliła się na krześle.

— Czy podała nazwisko?

Policjant zawahał się.

— Tak.

Anna spojrzała na Piotra.

Mężczyzna spuścił wzrok.

A policjant wypowiedział nazwisko, którego Anna zupełnie się nie spodziewała.

— Katarzyna Nowak nie była osobą wydającą polecenia. Jej również ktoś rozkazywał.

W sali zapadła cisza.

— Tą osobą — dodał policjant — była matka pani Anny Kowalskiej.

No comments yet