Ochroniarz opuścił krótkofalówkę i spojrzał na mój dokument, jakby nagle trzymał w dłoni coś bezcennego.
Cała krew odpłynęła mu z twarzy.
— Pani Arden… najmocniej panią przepraszam.
Odsunął się tak szybko, że pozostali ochroniarze wyprostowali się, nie rozumiejąc, co się dzieje.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, pod wejście podjechały dwie czarne luksusowe limuzyny.
Każdy pracownik znajdujący się w zasięgu wzroku przerwał to, co robił.
Dyrektor resortu pospiesznie zszedł po marmurowych schodach, poprawiając po drodze krawat.
— Witamy ponownie, pani prezes — powiedział, kłaniając się z szacunkiem.
Ochroniarze znieruchomieli.
Pracownicy recepcji również.
Uśmiechnęłam się uprzejmie.
— Nie ma potrzeby robić z tego ceremonii.
Pan Kowalski skinął głową.
— Wszystko zostało przygotowane dokładnie tak, jak pani sobie życzyła.
Spojrzał w stronę drogi, którą wcześniej odjechała rodzina Daniela.
— Rezerwacja rodziny Marciniaków została już przeniesiona do Apartamentu Prezydenckiego.
— Doskonale — odpowiedziałam. — I proszę wysłać im butelkę szampana od hotelu.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
— Oczywiście.
Kiedy weszliśmy do lobby, goście witali mnie serdecznie, inwestorzy siedzący w prywatnym salonie machali do mnie na powitanie, a pianista dyskretnie zmienił melodię, jakby bez jednego słowa chciał oznajmić wszystkim moje przybycie.
Trzy lata wcześniej Bursztynowa Zatoka tonęła w długach.
Wszyscy się wycofali.
Ja zostałam.
Za pośrednictwem mojego holdingu wykupiłam pakiet kontrolny udziałów i odbudowałam cały resort, nigdy nie wiążąc własnego nazwiska z marką.
Rodzina Marciniaków przez lata wyśmiewała moją „zwyczajną pracę w biurze”, nie mając pojęcia, że korzystała ze zniżek zatwierdzanych przez kobietę, którą tak bardzo pogardzali.
Zadzwonił mój telefon.
Daniel.
Odebrałam spokojnie.
— Maja, gdzie jesteś? — zapytał ostro. — Myślałem, że pojechałaś do domu.
— Jestem dokładnie tam, gdzie chciała mnie zostawić twoja matka — odpowiedziałam.
Zanim zdążył zadać kolejne pytanie, jego połączenie zostało przerwane przez drugą rozmowę przychodzącą.
Dzwonił prezes Baltic Crown Hotels.
— Pani Arden, dokumenty dotyczące przejęcia są gotowe. Czekamy tylko na pani ostateczny podpis przed dzisiejszym oficjalnym ogłoszeniem.
Uśmiechnęłam się lekko.
— Proszę opóźnić ogłoszenie o godzinę.
— Oczywiście.
Przez okno mojego gabinetu zobaczyłam vana rodziny Marciniaków wracającego w stronę głównego wejścia.
Najwyraźniej ktoś poinformował Wiolettę, że właścicielka resortu poprosiła o prywatne spotkanie ze wszystkimi najważniejszymi gośćmi.
Wioletta wysiadła pierwsza.
Poprawiła drogi naszyjnik i ruszyła w stronę wejścia z pewnym siebie uśmiechem.
Nie miała pojęcia, że kobieta, na której zamierzała zrobić wrażenie, już ją obserwowała.
Ani że następne pięć minut zburzy wszystko, w co dotąd wierzyła na temat władzy.







No comments yet