Rozrywka

Teściowa Wyrzuciła Mnie Z Luksusowego Resortu, Nie Wiedząc, Że Należy Do Mnie — A Gdy Odkryli Prawdę, Zamarli

Przez kilka sekund wpatrywałam się w nazwisko prezesa Baltic Crown Hotels, jakbym mogła zmusić litery, żeby ułożyły się w inną odpowiedź. Adrian Wysocki. Człowiek, z którym w ciągu ostatnich sześciu miesięcy odbyłam kilkanaście spotkań. Zawsze spokojny, uprzejmy, niemal przesadnie profesjonalny. To on pierwszy zaproponował Arden Capital przejęcie sieci. To on przekonywał mnie, że Baltic Crown potrzebuje właściciela z wizją. A teraz patrzyłam na dokument sprzed ponad dwudziestu lat, według którego posiadał kiedyś czterdzieści dziewięć procent firmy mojego ojca.

— Kowalski, nikt nie wychodzi z resortu — powiedziałam. — Dyskretnie. Nie chcę paniki.

— A Wysocki?

— Nie może wiedzieć, że znaleźliśmy ten plik.

Daniel stanął obok mnie.

— Zamierzasz zejść na kolację?

— Właśnie tego ode mnie oczekuje.

— Maja, jeżeli twój ojciec przez niego upozorował własną śmierć…

— Nie wiemy tego.

— Wiesz wystarczająco dużo, żeby nie siadać z nim przy jednym stole.


Spojrzałam na Daniela. Kilka godzin wcześniej siedział w vanie, kiedy jego matka wyrzucała mnie przy bramie. Jeszcze nie wybaczyłam mu ani jednego śmiechu, ani jednego milczenia. Ale pierwszy raz tego wieczoru zobaczyłam w jego twarzy coś więcej niż strach przed konsekwencjami. Bał się o mnie.

— Zostaniesz tutaj — powiedziałam.

— Nie.

— Daniel…

— Przez lata pozwalałem matce traktować cię tak, jak nie powinienem pozwolić traktować żadnego człowieka. Nie naprawię tego jednym wieczorem. Ale nie będę już siedział cicho.

Te słowa trafiły we mnie mocniej, niż chciałam przyznać.

— W takim razie obserwuj. I niczego nie rób bez mojego sygnału.

Kwadrans później weszłam do prywatnej sali restauracyjnej.

Nie zmieniłam sukienki.

Plama po winie nadal znajdowała się na materiale.


Adrian Wysocki podniósł się na mój widok. Miał około sześćdziesięciu pięciu lat, srebrne włosy i twarz człowieka, który nauczył się ukrywać emocje zanim nauczył się zarabiać pieniądze.

— Pani Arden. Zaczynaliśmy się martwić.

— Rodzinne komplikacje.

Jego wzrok zatrzymał się na plamie.

— Widzę.

— Nic poważnego.

Usiadłam naprzeciwko niego. Przy stole znajdowało się jeszcze czterech inwestorów. Daniel pozostał przy barze pod pretekstem rozmowy telefonicznej, a Kowalski krążył między salą a korytarzem.

Kolacja rozpoczęła się normalnie. Wysocki omawiał wyniki Baltic Crown, plany ekspansji, modernizację obiektów. Słuchałam i zastanawiałam się, ile razy wcześniej kłamał mi prosto w oczy.

Po dwudziestu minutach położył przede mną eleganckie pióro.

— Skoro dokumenty są gotowe, możemy zakończyć transakcję jeszcze dziś.


Nie dotknęłam go.

— Audyt nie został zakończony.

Jego uśmiech zmienił się prawie niezauważalnie.

— Otrzymałem informację, że nie znaleziono niczego istotnego.

— Informację od kogo?

Sekunda.

Tylko sekunda zawahania.

— Od mojego działu prawnego.

Uśmiechnęłam się.

— W takim razie pana dział prawny jest lepiej poinformowany niż ja.


Wysocki odstawił kieliszek.

— Czy wydarzyło się coś, o czym powinienem wiedzieć?

— Robert Marciniak pojawił się dziś w resorcie.

Pióro zatrzymało się między jego palcami.

To wystarczyło.

— Robert? — powtórzył.

— Zna go pan?

— Nazwisko brzmi znajomo.

Kłamał.

— Twierdzi, że był jednym z pierwszych inwestorów Baltic Crown.


— Ludzie twierdzą wiele rzeczy, kiedy czują pieniądze.

Nachyliłam się lekko.

— Twierdzi również, że znał mojego ojca.

Wysocki spojrzał mi prosto w oczy.

— Pani ojciec znał bardzo wielu ludzi.

— Pana również?

Tym razem uśmiech zniknął.

— Oczywiście. Środowisko było wtedy niewielkie.

— Jak miał pan wtedy na nazwisko?

Cisza.


Pozostali inwestorzy przestali jeść.

Wysocki bardzo powoli odłożył sztućce.

— Nie rozumiem pytania.

— To proste pytanie.

Wstał.

— Myślę, że powinniśmy kontynuować tę rozmowę prywatnie.

— Zgadzam się.

Przeszliśmy do niewielkiego salonu obok. Daniel ruszył za nami, ale zatrzymałam go spojrzeniem. Kowalski pozostał przy drzwiach.

Kiedy zostaliśmy sami, Wysocki odwrócił się do mnie.

— Co znalazłaś?


Nie „co pani znalazła”.

„Co znalazłaś”.

Maska opadła.

— Więc jednak się znamy.

— Znałem cię, kiedy byłaś dzieckiem.

Poczułam zimno.

— Kim pan jest?

— Człowiekiem, dzięki któremu odziedziczyłaś imperium zamiast długów.

— Nazwisko.

Westchnął.


— Adrian Wysocki jest moim legalnym nazwiskiem od dwudziestu dwóch lat.

— A wcześniej?

— Adrian Arden.

Świat na chwilę się zatrzymał.

— Arden?

— Twój ojciec był moim starszym bratem.

Nie odpowiedziałam.

Mój ojciec nigdy nie wspominał o bracie.

— To niemożliwe.

— W naszej rodzinie bardzo wiele rzeczy miało być niemożliwych.


— Dlaczego ojciec nigdy o panu nie mówił?

Adrian podszedł do okna.

— Ponieważ próbowałem odebrać mu firmę.

— Czterdzieści dziewięć procent należało do pana.

— Tak. A pięćdziesiąt jeden do niego. Przynajmniej oficjalnie.

— Co to znaczy?

Odwrócił się.

— Twój ojciec odkrył, że pieniądze Arden Group były wykorzystywane do operacji, których nigdy nie zatwierdził. Podejrzewał mnie. Ja podejrzewałem Roberta. Robert podejrzewał twojego ojca. Ktoś bardzo skutecznie sprawił, że zaczęliśmy walczyć między sobą.

— Kto?

— Tego dowiedziałem się za późno.


W tej chwili drzwi otworzyły się gwałtownie.

Wioletta.

Za nią stał Daniel.

— Nie wierz mu, Maja — powiedziała.

Adrian spojrzał na nią bez zaskoczenia.

— Wioletto. Nadal żyjesz cudzymi sekretami?

— A ty nadal zmieniasz nazwiska, kiedy robi się gorąco?

— Przynajmniej nie urządziłem własnemu mężowi pogrzebu.

Daniel wszedł między nich.

— Dosyć. Kto kłamie?

— Wszyscy — odpowiedział Adrian.

To słowo zabrzmiało przerażająco spokojnie.

Wyjął telefon.

— Chcesz wiedzieć, dlaczego naprawdę chciałem sprzedać ci Baltic Crown?

— Słucham.

— Bo twój ojciec kazał mi to zrobić.

Zamarłam.

— Rozmawiał pan z nim?

— Trzy tygodnie temu.

Wioletta pobladła.

— Kłamiesz.

Adrian otworzył nagranie.

Usłyszałam głos ojca.

„Jeśli Maja kupi Baltic Crown, będzie miała legalny dostęp do pełnego archiwum. Nie mów jej jeszcze, że żyję. Musi sama znaleźć umowę.”

Nagranie trwało kilkanaście sekund.

Potem mój ojciec powiedział coś jeszcze:

„Robert wróci, kiedy zobaczy transakcję. Wioletta też zacznie panikować. Wtedy będziemy wiedzieli, kto nadal chroni prawdziwego trzeciego wspólnika.”

Spojrzałam na Wiolettę.

Jej twarz była zupełnie biała.

— Przecież powiedziałaś, że trzecim wspólnikiem był Adrian.

— Tak wynikało z dokumentu — wyszeptała.

Adrian pokręcił głową.

— Nie. Ja byłem wspólnikiem oficjalnym. Twój ojciec mówił o kimś innym. O osobie, która kontrolowała nasze udziały poprzez umowę powierniczą.

— Kto to był?

Adrian spojrzał na Wiolettę.

— Zapytaj ją, dlaczego nazwisko na kopii, którą widziała, było zaczernione.

Wioletta cofnęła się.

Daniel zauważył to.

— Mamo?

— Nie.

— Znałaś nazwisko.

— Daniel, proszę.

— Kogo chronisz?

Łzy napłynęły jej do oczu.

— Was.

— Przed kim?

Wioletta zaczęła drżeć.

Wtedy zadzwonił mój telefon.

Ten sam zastrzeżony numer.

Odebrałam natychmiast.

— Tato?

— Maja, wyjdź z sali.

Głos ojca był napięty.

— Dlaczego?

— Bo Robert nie ukradł umowy z sejfu.

Spojrzałam na Adriana, potem na Wiolettę.

— Skąd wiesz?

— Bo Robert jest ze mną.

Serce zaczęło walić mi w piersi.

— Gdzie jesteście?

Ojciec zignorował pytanie.

— Kto znajduje się teraz obok ciebie?

— Daniel, Wioletta i Adrian.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

— Posłuchaj mnie bardzo uważnie. Karta pamięci, którą znaleźliście, była kopią. Oryginał umowy nadal znajduje się w resorcie. A człowiek, którego nazwisko widnieje jako rzeczywisty beneficjent, przyjechał dziś razem z rodziną Marciniaków.

Spojrzałam na Daniela.

Potem na Wiolettę.

— Kto?

Ojciec powiedział nazwisko.

Nie Daniela.

Nie Wioletty.

Nie Klaudii.

Poczułam, jak całe ciało mi sztywnieje.

Bo człowiek, którego wymienił, przez cały dzień siedział cicho w vanie, śmiał się razem z innymi, a później zniknął w tłumie gości, zanim rozpoczęło się pierwsze spotkanie.

Młodszy brat Wioletty.

Tomasz.

Odwróciłam się do Daniela.

— Gdzie jest twój wujek?

Daniel rozejrzał się.

— Myślałem, że jest w Apartamencie Prezydenckim.

Kowalski natychmiast chwycił krótkofalówkę.

Kilka sekund później odpowiedział mu ochroniarz.

— Apartament jest pusty.

Wtedy zrozumiałam, dlaczego Wioletta przez cały wieczór bała się nie tylko Roberta.

Telefon nadal trzymałam przy uchu.

— Maja — powiedział ojciec. — Znajdź Tomasza, zanim dotrze do archiwum pod starą salą balową.

— Co tam jest?

Ojciec wziął głęboki oddech.

— Dowód, że przez wszystkie te lata nie chodziło o Baltic Crown ani nawet o Arden Group.

— Więc o co?

— O to, komu naprawdę zostawiłem cały majątek.

Połączenie się urwało.

A wtedy z korytarza dobiegł alarm.

Kowalski spojrzał na ekran systemu bezpieczeństwa.

— Naruszenie zabezpieczeń. Podziemne archiwum.

Na monitorze pojawił się obraz z kamery.

Tomasz stał przed stalowymi drzwiami z czarną teczką w ręce.

Ale nie był sam.

Obok niego stała Klaudia.

No comments yet