Telefon niemal wyślizgnął mi się z dłoni.
Nie odpowiedziałam. Nie potrafiłam. Wpatrywałam się w ciemne okno sali, w którym odbijała się moja twarz, i słuchałam oddechu człowieka, którego pochowałam dwanaście lat wcześniej.
— Maju? — odezwał się ponownie. — Jesteś tam?
Daniel zrobił krok w moją stronę.
— Kto dzwoni?
Uniosłam dłoń, nakazując mu milczenie.
— Jeżeli naprawdę jesteś moim ojcem — powiedziałam do telefonu — powiedz mi coś, czego nikt inny nie może wiedzieć.
Po drugiej stronie zaległa cisza.
— Kiedy miałaś dziewięć lat, stłukłaś niebieską figurkę konia w moim gabinecie. Bałaś się, że będę zły, więc zakopałaś kawałki pod jabłonią. Powiedziałem twojej matce, że sam ją strąciłem, bo przez trzy dni nie mogłaś zasnąć ze strachu.
Kolana zrobiły mi się miękkie.
Nigdy nikomu o tym nie mówiłam.
— Gdzie jesteś?
— Niedaleko.
— Chcę cię zobaczyć.
— Nie teraz.
Gniew przebił się przez szok.
— Nie masz prawa mówić mi „nie teraz”. Przez dwanaście lat wierzyłam, że nie żyjesz!
— Wiem.
— Stałam przy twoim grobie!
Głos mi się załamał. Nienawidziłam tego. Odwróciłam się od pozostałych, ale łez nie dało się już zatrzymać.
— Dlaczego?
— Ponieważ wtedy jedynym sposobem, żebyś była bezpieczna, było pozwolić wszystkim uwierzyć, że zginąłem.
— Przed kim miałeś mnie chronić?
Znów cisza.
— Nie ufaj nikomu, kto wiedział o pierwszej umowie Arden Group. Nawet jeśli nosi twoje nazwisko.
Połączenie się urwało.
— Tato?
Nic.
Natychmiast oddzwoniłam. Numer był niedostępny.
Oparłam dłonie o stół.
Wioletta patrzyła na mnie w sposób, którego wcześniej u niej nie widziałam. Nie było w tym pogardy. Było rozpoznanie.
— Wiedziałaś — powiedziałam.
Nie zaprzeczyła.
Daniel odwrócił się gwałtownie do matki.
— Wiedziałaś również o tym?
— Nie wiedziałam, gdzie jest — odpowiedziała. — Wiedziałam tylko, że prawdopodobnie przeżył.
Podeszłam do niej.
— Prawdopodobnie?
— Robert powiedział mi to po wypadku.
— Więc obaj nasi ojcowie zniknęli mniej więcej w tym samym czasie, a ty przez jedenaście lat kłamałaś własnym dzieciom?
Wioletta zamknęła oczy.
— Gdybyś wiedziała, co działo się wtedy wokół Baltic Crown, zrobiłabyś dokładnie to samo.
— Nie porównuj mnie do siebie.
Kowalski przerwał nam ostrożnie.
— Pani prezes, musimy podjąć decyzję w sprawie przejęcia. Podpis miał nastąpić za kilkanaście minut.
Spojrzałam na czarną teczkę.
Jeszcze godzinę wcześniej była symbolem największego sukcesu biznesowego ostatnich lat. Teraz wyglądała jak pułapka.
— Wstrzymać transakcję.
— Na jak długo?
— Do odwołania. I zamrozić wszystkie płatności związane z podmiotami ujawnionymi podczas audytu. Bez wyjątków.
Wioletta zesztywniała.
— Nie możesz tego zrobić.
— Mogę.
— Zniszczysz ludzi, którzy nie mają z tym nic wspólnego.
— Jakich ludzi?
Nie odpowiedziała.
I właśnie wtedy zrozumiałam.
— Te cztery miliony nie były dla ciebie.
Wioletta odwróciła wzrok.
— Mamo? — odezwała się Klaudia.
— Dla kogo były pieniądze? — zapytałam.
Wioletta długo walczyła sama ze sobą, aż w końcu usiadła.
— Dla Roberta.
Daniel zacisnął szczękę.
— Przez jedenaście lat wysyłałaś pieniądze człowiekowi, którego kazałaś nam uważać za zmarłego?
— Nie miałam wyboru.
— Znowu to samo! — Daniel uderzył pięścią w oparcie krzesła. — Zawsze nie masz wyboru!
— Bo on mnie szantażował!
Cisza zapadła natychmiast.
Wioletta oddychała ciężko.
— Miał dokumenty z czasów Arden Group. Powiedział, że jeśli przestanę przekazywać pieniądze, wyśle je policji, mediom i Mai.
— Jakie dokumenty? — zapytałam.
— Nie wiem wszystkie. Widziałam tylko jeden.
— Co na nim było?
Wioletta spojrzała na mnie.
— Umowa dotycząca udziałów.
Kowalski otworzył laptop.
— Ta, której szukaliśmy?
— Prawdopodobnie.
— Co zawierała?
Wioletta zawahała się.
— Arden Group nie została założona przez dwóch ludzi.
Poczułam napięcie w karku.
— Był trzeci wspólnik?
— Tak.
— Kto?
Wioletta pokręciła głową.
— Nazwisko było zaczernione na kopii, którą pokazał mi Robert. Ale udziały były ogromne. Czterdzieści dziewięć procent.
Kowalski spojrzał na mnie.
Jeżeli dokument był prawdziwy, ktoś mógł mieć roszczenia do części aktywów, na których zbudowałam Arden Capital.
— Dlaczego Robert cię tym szantażował?
— Bo wiedziałam, gdzie znajduje się oryginał.
— Gdzie?
Wioletta spojrzała w stronę morza.
— Twój ojciec ukrył go w Bursztynowej Zatoce.
W tej samej chwili drzwi otworzyły się bez pukania. Wszedł ochroniarz.
— Pani prezes, mamy problem.
— Jaki?
— Ktoś dostał się do starego skrzydła administracyjnego.
Kowalski zmarszczył brwi.
— Jest zamknięte od remontu.
— Właśnie dlatego sprawdziliśmy alarm. Jedna z kamer zarejestrowała mężczyznę.
Pokazał nam zdjęcie.
Robert.
— Kiedy? — zapytałam.
— Siedem minut temu.
Wioletta zerwała się z miejsca.
— On idzie po umowę.
Ruszyłam do drzwi.
Daniel chwycił mnie za rękę.
— Nie idziesz tam sama.
Spojrzałam na jego dłoń, potem na niego.
Puścił mnie.
— Idę z tobą — powiedział ciszej.
Kowalski wezwał dwóch ochroniarzy. W pięć osób zeszliśmy służbową klatką schodową do starej części resortu. Wioletta została z Klaudią, ale zanim wyszłam, powiedziała mi coś jeszcze:
— Szukaj pokoju numer 17. Za drewnianą ścianą jest sejf.
Korytarz starego skrzydła pachniał kurzem i wilgocią. Światło działało tylko częściowo. Pokój 17 znajdował się na samym końcu.
Drzwi były otwarte.
Sejf również.
Roberta nie było.
W środku leżała tylko niewielka metalowa kaseta.
Otworzyłam ją.
Była pusta.
— Spóźniliśmy się — powiedział Daniel.
— Nie.
Na dnie kasety zobaczyłam małą kartę pamięci przyklejoną taśmą.
W gabinecie Kowalskiego włożyliśmy ją do odłączonego od sieci laptopa. Znajdował się na niej tylko jeden plik wideo.
Data nagrania: noc przed wypadkiem mojego ojca.
Uruchomiłam.
Na ekranie pojawił się mój ojciec. Młodszy, zmęczony, wyraźnie zdenerwowany.
Usiadł przed kamerą.
„Maju, jeśli to oglądasz, plan się nie udał.”
Zasłoniłam usta dłonią.
Ojciec spojrzał prosto w obiektyw.
„Robert nie ukradł moich udziałów. Pomógł mi je ukryć. Jeśli ktoś będzie próbował przekonać cię, że jest inaczej, chce, żebyś szukała niewłaściwego człowieka.”
Daniel spojrzał na mnie.
Nagranie trwało dalej.
„Najważniejszy jest trzeci wspólnik. To on kontrolował pieniądze. To przez niego musiałem zniknąć.”
Ojciec wyciągnął jakiś dokument, lecz zanim pokazał nazwisko, nagranie na kilka sekund się zniekształciło.
Potem obraz wrócił.
„Jeżeli kiedyś przejmiesz Bursztynową Zatokę, oznacza to, że wrócił.”
Film nagle się skończył.
— Kto wrócił? — wyszeptał Daniel.
Kowalski spojrzał na ekran.
— Jest jeszcze ukryty plik.
Otworzył go.
Było to zdjęcie pierwszej umowy założycielskiej Arden Group. Trzy nazwiska.
Pierwsze należało do mojego ojca.
Drugie do Roberta Marciniaka.
Trzecie sprawiło, że przestałam słyszeć cokolwiek wokół.
Bo znałam je.
Nie z rodzinnych dokumentów.
Z dzisiejszej listy gości.
Człowiek posiadający kiedyś czterdzieści dziewięć procent Arden Group siedział właśnie w prywatnej sali na dole i czekał na kolację ze mną.
Prezes Baltic Crown Hotels.
Ale obok jego nazwiska mój ojciec dopisał czerwonym atramentem:
„To nie jest jego prawdziwe nazwisko.”







No comments yet