Przez kilka sekund nikt się nie poruszył. Słowa Wioletty zawisły nad stołem ciężej niż wszystkie oskarżenia, które padły tego wieczoru.
— Dlaczego Robert nie może zobaczyć dokumentów? — zapytałam.
Wioletta spojrzała w stronę drzwi, jakby spodziewała się, że jej mąż za chwilę przez nie wejdzie.
— Bo jeśli dowie się, że jesteś o krok od przejęcia Baltic Crown, zrobi wszystko, żeby cię powstrzymać.
— Mamo, przestań mówić zagadkami — warknął Daniel. — Powiedziałaś mi, że ojciec nie żyje. Przez jedenaście lat składałem kwiaty na pustym grobie. Chcę wiedzieć dlaczego.
Wioletta zacisnęła usta.
— Chciałam was chronić.
Daniel zaśmiał się krótko, bez cienia humoru.
— Przed własnym ojcem?
— Tak.
To jedno słowo zmieniło atmosferę w sali.
Klaudia usiadła ciężko. Jeszcze godzinę wcześniej była kobietą, która śmiała się z plamy po winie na mojej sukience. Teraz wyglądała jak przestraszone dziecko.
— On nas zostawił? — zapytała.
Wioletta pokręciła głową.
— To ja zabrałam was od niego.
Nie zdążyła powiedzieć więcej. Drzwi otworzyły się i wszedł pan Kowalski.
— Pani prezes, ten mężczyzna nie chce czekać.
— Nie wpuszczaj go — powiedziała natychmiast Wioletta.
Spojrzałam na nią, potem na Daniela.
— Wpuść.
Wioletta zerwała się z krzesła.
— Maja!
— Przez siedem lat podejmowałaś decyzje za wszystkich przy tym stole. Dzisiaj już nie.
Kowalski skinął głową i wyszedł.
Minęła może minuta.
Usłyszeliśmy kroki.
Robert Marciniak wszedł sam.
Miał około sześćdziesięciu lat, siwe włosy przycięte krótko i ciemny garnitur bez krawata. Nie przypominał człowieka, który przez jedenaście lat ukrywał się przed rodziną. Poruszał się spokojnie, pewnie, niemal chłodno. Jednak kiedy zobaczył Daniela i Klaudię, zatrzymał się.
Twarz mu zadrżała.
— Boże — wyszeptał. — Jak wyrośliście.
Daniel ruszył w jego stronę, lecz zatrzymał się kilka kroków przed nim.
— Nie waż się.
Robert spuścił wzrok.
— Masz prawo mnie nienawidzić.
— Nienawidzić? Pochowałem cię!
Robert spojrzał na Wiolettę.
— Więc naprawdę im powiedziałaś, że umarłem.
— Nie miałam wyboru.
— Zawsze miałaś wybór.
Wioletta pobladła.
— Nie próbuj robić ze mnie potwora.
— Nie muszę.
— Dosyć — powiedziałam.
Oboje spojrzeli na mnie.
— Interesuje mnie Baltic Crown. Rodzinne rozliczenia możecie prowadzić później. Dlaczego pańskie nazwisko pojawia się przy spółkach, które wyprowadzały pieniądze?
Robert nie odpowiedział od razu.
Podszedł do stołu.
— Ponieważ próbowałem odzyskać to, co zostało mi zabrane.
— Cztery miliony przez spółkę Wioletty?
— To tylko fragment.
Wioletta nagle się roześmiała.
— Oczywiście. Robert zawsze miał talent do przedstawiania kradzieży jako sprawiedliwości.
Robert nawet na nią nie spojrzał.
— Pani Arden, ile zapłaci pani za Baltic Crown?
— To poufne.
— W takim razie powiem coś za darmo. Jeśli podpisze pani te dokumenty dzisiaj, kupi pani nie tylko sieć hoteli. Kupi pani również zobowiązania, których nie ma w oficjalnym bilansie.
Poczułam chłód.
— Jakie zobowiązania?
Robert sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki.
Kowalski natychmiast zrobił krok naprzód, ale Robert wyjął jedynie małą kopertę.
Położył ją przede mną.
— Umowa sprzed dwunastu lat.
Otworzyłam kopertę. Dokument był kopią porozumienia inwestycyjnego dotyczącego Baltic Crown. Na ostatniej stronie znajdowała się klauzula, według której w przypadku sprzedaży pakietu kontrolnego jeden z pierwotnych inwestorów zachowywał prawo do ogromnego odszkodowania.
— Tego nie było w dokumentacji — powiedział Kowalski.
— Wiem — odpowiedział Robert.
— Skąd pan to ma?
— Bo to mój podpis znajduje się na oryginale.
Spojrzałam na niego.
— Chce pan powiedzieć, że jest pan pierwotnym inwestorem Baltic Crown?
— Byłem jednym z dwóch.
Powoli odwróciłam głowę ku Wioletcie.
— A drugim?
Robert uśmiechnął się gorzko.
— Moja żona.
Daniel spojrzał na matkę.
— Mówiłaś, że ojciec zostawił nas z długami.
— Bo zostawił.
— Nie — odpowiedział Robert. — Zostawiłem ją z firmą wartą miliony.
Wioletta podeszła do niego.
— A może opowiesz im, dlaczego uciekłeś do Austrii?
Po raz pierwszy pewność Roberta osłabła.
— Wioletta.
— Powiedz.
— To nie ma związku z Mają.
— Ma wszystko wspólnego z Mają.
Moje nazwisko wypowiedziane w ten sposób sprawiło, że poczułam niepokój.
— Ze mną?
Wioletta spojrzała prosto na mnie.
— Zapytaj go, kto finansował Baltic Crown na początku.
Robert zamknął oczy.
Kowalski zerknął na mnie.
— Pani prezes?
— Kto? — zapytałam.
Robert długo milczał.
— Arden Group.
Zamarłam.
Arden Group była firmą mojego ojca. Fundamentem majątku, który po jego śmierci odziedziczyłam i przekształciłam w Arden Capital.
— Mój ojciec?
— Tak.
Nie mogłam oderwać od niego wzroku.
— Znał pan mojego ojca?
— Bardzo dobrze.
Wioletta prychnęła.
— Zbyt dobrze.
Robert usiadł, jakby nagle zabrakło mu sił.
— Twój ojciec uratował Baltic Crown. Bez niego nigdy nie powstałaby pierwsza placówka.
W głowie zaczęły mi się układać elementy, które do siebie nie pasowały. Trzy lata wcześniej kupiłam Bursztynową Zatokę przypadkiem — przynajmniej tak wtedy sądziłam. Oferta pojawiła się na biurku mojego zespołu wśród kilkunastu innych projektów. Resort miał problemy, ale coś sprawiło, że ojciec pozostawił w dawnych archiwach odręczną notatkę dotyczącą tego miejsca: „Nie pozwól, żeby zatoka zniknęła”.
Nigdy nie wiedziałam dlaczego.
— Co wydarzyło się dwanaście lat temu? — zapytałam.
Robert spojrzał na Wiolettę.
— Twój ojciec odkrył, że ktoś fałszuje dokumentację finansową Baltic Crown.
Wioletta odsunęła się od stołu.
— Nie słuchaj go.
— Kto? — naciskałam.
Robert wziął głęboki oddech.
— Tego właśnie próbowałem się dowiedzieć. Kilka dni później twój ojciec zginął w wypadku samochodowym.
Serce ścisnęło mi się w piersi.
— To był wypadek.
— Tak mówiła policja.
— Co pan sugeruje?
— Niczego nie sugeruję. Mówię tylko, że po jego śmierci dokumenty zniknęły, ja dostałem ostrzeżenie, a Wioletta zabrała dzieci i powiedziała mi, że jeśli wrócę do Polski, już nigdy ich nie zobaczę.
Daniel patrzył na rodziców z niedowierzaniem.
— Dlaczego nie wróciłeś przez jedenaście lat?
Robert nie odpowiedział.
I właśnie wtedy zauważyłam, że Wioletta przestała wyglądać na przestraszoną.
Patrzyła na Roberta prawie triumfalnie.
— Powiedz jej — wyszeptała. — Skoro już tutaj jesteśmy, powiedz Mai całą prawdę.
Robert zacisnął dłonie.
— Nie.
— Powiedz jej, dlaczego naprawdę uciekłeś.
— Wioletta, wystarczy.
— Bo policja nie szukała wtedy mnie.
Daniel zmarszczył brwi.
— O czym ty mówisz?
Wioletta wskazała Roberta.
— Szukali jego.
Robert wstał.
— Zamknij się.
— Twój ojciec był ostatnią osobą, która widziała ojca Mai żywego.
W pomieszczeniu zrobiło się zupełnie cicho.
Patrzyłam na Roberta, ale on nie próbował już zaprzeczać.
Wtedy Kowalski podszedł do mnie z telefonem.
— Pani prezes, przepraszam. Audytor właśnie przesłał plik znaleziony w starym archiwum Baltic Crown. Jest oznaczony nazwiskiem pani ojca.
Na ekranie widniała zeskanowana koperta.
Na jej froncie, charakterem pisma, który rozpoznałabym wszędzie, mój ojciec napisał tylko jedno zdanie:
„Jeżeli coś mi się stanie, Maja nigdy nie może zaufać Robertowi Marciniakowi.”







No comments yet