Wiktor przez kilka sekund patrzył na Tomka, jakby sześciolatek właśnie powiedział coś, czego nie powinien był wiedzieć żaden dorosły, a tym bardziej dziecko. Serena stała nieruchomo obok fortepianu, trzymając w dłoni fragment starego listu. Adrian Radecki. Człowiek uznany za zmarłego od sześciu lat. Brat Wiktora. Mężczyzna, którego kamera zarejestrowała tego samego dnia przed szkołą Łucji.
— Skąd wiesz, że twoja mama tak mówiła? — zapytał Wiktor.
Tomek spuścił wzrok na swoje bose stopy.
— Słyszałem.
— Kiedy?
Chłopiec wzruszył ramionami, ale Serena zauważyła, że jego palce zacisnęły się na nogawce piżamy.
— Dawno.
Wiktor przykucnął przed synem. Jego głos pozostawał spokojny, lecz Serena słyszała napięcie w każdym słowie.
— Tomek, to ważne. Komu mama mówiła, że Adrian żyje?
Chłopiec spojrzał na braci. Marek odwrócił głowę. Mikołaj przestał się wiercić. Nawet Aleksander, który zwykle obserwował wszystko z niemal naukowym dystansem, zacisnął usta.
— Telefonowi — wyszeptał Tomek.
Wiktor zmarszczył brwi.
— Rozmawiała przez telefon?
— Nie. Nagrywała.
Serena poczuła, jak przechodzi ją zimny dreszcz.
— Nagrywała wiadomości?
Tomek skinął głową.
— Kiedy myślała, że śpimy.
Wiktor wstał tak gwałtownie, że ława fortepianowa przesunęła się po podłodze.
— Emil.
— Już sprawdzam jej stare urządzenia.
— Wszystkie. Telefony, komputery, dyski. Wszystko, co zostało po Helenie.
Serena pierwszy raz usłyszała imię zmarłej żony Wiktora. Helena. Do tej pory była jedynie cieniem wiszącym nad domem, kobietą z portretu na końcu korytarza i matką, o której chłopcy niemal nigdy nie mówili.
— Jak zginęła? — zapytała Serena.
Wiktor spojrzał na nią chłodno.
— To nie ma znaczenia.
— Ktoś grozi mojej córce tym samym charakterem pisma, którym grożono pańskiej żonie. Ma ogromne znaczenie.
Przez moment wyglądał, jakby miał kazać jej wyjść. Potem jego wzrok przesunął się na czarną kopertę.
— Wypadek samochodowy.
— Była sama?
— Tak.
— I Adrian już wtedy nie żył?
Wiktor nie odpowiedział.
Serena poczuła, że właśnie dotknęła miejsca, którego nikt w tym domu nie miał prawa dotykać.
— Kiedy oficjalnie zmarł pański brat?
— Trzy miesiące przed Heleną.
Tym razem cisza była cięższa.
— Dwa zgony w jednej rodzinie w ciągu trzech miesięcy — powiedziała Serena. — A pańska żona zostawia wiadomość, żeby panu nie ufać.
Wiktor zrobił krok w jej stronę.
— Proszę bardzo uważać, co pani sugeruje.
— Niczego nie sugeruję. Próbuję zrozumieć, dlaczego ktoś fotografuje moje dziecko.
Ich spojrzenia spotkały się nad stołem. Jeszcze kilka godzin temu Serena bała się tego człowieka z powodów, które znała cała Warszawa. Teraz zaczynała bać się go z zupełnie innych powodów. Nie dlatego, że mógł być niebezpieczny. Dlatego, że być może ktoś zrobił wszystko, by właśnie na takiego wyglądał.
Z góry dobiegł krzyk Łucji.
Serena ruszyła natychmiast.
Na korytarzu prawie zderzyła się z panią Zofią, która schodziła po schodach blada jak ściana.
— Co się stało?
— Ona mówi, że ktoś stoi za oknem.
Serena poczuła, jak serce uderza jej w żebra.
Wbiegła do pokoju gościnnego. Łucja siedziała na łóżku z kołdrą podciągniętą pod brodę.
— Mamo.
Serena uklękła przy niej.
— Gdzie?
Dziewczynka wskazała wysokie okno wychodzące na ogród.
Wiktor wszedł chwilę później, a za nim Emil.
— Nikogo tam nie ma — powiedział Emil, podchodząc do szyby.
Łucja pokręciła głową.
— Był.
— Jak wyglądał? — zapytała Serena.
— Miał czarną kurtkę.
— Twarz?
Dziewczynka zawahała się.
— Nie widziałam dobrze.
Wiktor podszedł do okna i spojrzał w ciemność.
— Kamery obejmują ten fragment ogrodu?
— Tak.
Emil wyjął telefon. Przez chwilę przewijał obraz z monitoringu.
Nagle przestał.
— Wiktor.
Serena odwróciła się.
Na ekranie znajdował się ogród sprzed kilku minut. Mokre drzewa. Kamienna ścieżka. Cień budynku.
I mężczyzna.
Stał kilka metrów od okna Łucji.
Nie ruszał się.
Jego twarz była częściowo zasłonięta kapturem, ale Serena dostrzegła coś jeszcze. Mężczyzna trzymał w dłoni niewielki przedmiot.
Zdjęcie.
— Powiększ — powiedział Wiktor.
Emil zrobił to.
Zdjęcie przedstawiało kobietę.
Serena.
Tyle że fotografia została zrobiona wiele lat wcześniej. Miała na niej może dwadzieścia kilka lat, dłuższe włosy i stała przed budynkiem uniwersytetu.
— Skąd on to ma? — wyszeptała.
Wiktor nie odpowiedział.
Emil przewinął nagranie o kilka sekund.
Mężczyzna podniósł zdjęcie w stronę kamery, jakby wiedział, że ktoś później obejrzy zapis.
Potem odwrócił fotografię.
Na odwrocie znajdowały się dwa słowa.
„Zapytaj ojca.”
Serena poczuła, że pokój nagle stał się za mały.
— Mojego ojca?
Wiktor spojrzał na nią gwałtownie.
— Jak nazywał się pani ojciec?
— Jan Kowalski.
— Czym się zajmował?
— Był księgowym. Zmarł, kiedy miałam dziewiętnaście lat.
Wiktor pobladł.
Serena zobaczyła to wyraźnie.
— Pan go znał.
— Nie.
— Kłamie pan.
Wiktor odwrócił wzrok.
To wystarczyło.
— Pan znał mojego ojca.
— Sereno...
— Kim on był dla pana?
Emil zrobił krok w stronę Wiktora, ale ten uniósł dłoń, zatrzymując go.
— Pani ojciec nie był księgowym.
Serena poczuła, jak coś zaciska się w jej piersi.
— Co?
— Przynajmniej nie tylko.
— O czym pan mówi?
Wiktor długo milczał.
— Jan Kowalski pracował dla mojej rodziny.
Serena patrzyła na niego, nie rozumiejąc.
— W jakim charakterze?
Wiktor spojrzał na czarną kopertę leżącą na stoliku obok łóżka Łucji.
— Prowadził księgi, których nigdy nie powinno być na papierze.
Serena cofnęła się o krok.
— Czyli mój ojciec pracował dla mafii?
— Pracował dla mojego ojca.
— I co ma z tym wspólnego Adrian?
Wiktor nie zdążył odpowiedzieć.
Telefon Emila zawibrował.
Spojrzał na ekran.
Jego twarz natychmiast stwardniała.
— Znaleźliśmy jedno z nagrań Heleny.
Włączył plik.
Z głośnika dobiegł cichy, drżący głos kobiety.
„Jeżeli Wiktor tego słucha, prawdopodobnie jest już za późno. Adrian żyje. Ale to nie on jest człowiekiem, którego powinniśmy się bać.”
Nagranie przerwało się.
Emil spojrzał na ekran.
— Plik jest uszkodzony.
Serena zobaczyła, że Wiktor zacisnął pięść.
Ale wtedy nagranie samo uruchomiło się ponownie.
Tym razem pojawiły się jeszcze trzy sekundy dźwięku.
Głos Heleny był ledwie słyszalny.
„Znajdźcie córkę Jana Kowalskiego.”
Serena przestała oddychać.







No comments yet