Rozrywka

Żadna Niania Nie Wytrzymała Nawet Do Kolacji Z Czworaczkami Mafijnego Bossa — Aż Spłukana Nieznajoma Odkryła Sekret, Który Miał Pozostać Pogrzebany

Serena nie cofnęła ręki, choć pierwszym odruchem było wyrwanie jej z dłoni Ewy. Przez dwadzieścia osiem lat wyobrażała sobie tę kobietę pod ziemią. Opłakiwała ją jako dziecko, później jako nastolatka, a jeszcze później jako matka, kiedy po narodzinach Łucji najbardziej potrzebowała kogoś, komu mogłaby zadać najprostsze pytania. Teraz Ewa stała przed nią żywa i mówiła, że kolejna część jej życia również była kłamstwem.

— Jan mnie wychował — powiedziała Serena.

— Wiem.

— Był moim ojcem.

— Był dla ciebie ojcem. Ale nie biologicznym.

— Więc kto nim jest?

Ewa spojrzała na Wiktora.

Wiktor zesztywniał.

— Nie patrz na niego. Patrz na mnie.

— Serena...

— Kto jest moim ojcem?

— Tego właśnie nie wiem.

Serena roześmiała się krótko, bez cienia humoru.

— Świetnie. Umarłaś, ale żyjesz. Tata umarł, ale też żyje. Tomek jest biologicznym synem mojej matki, choć urodził się, kiedy miała prawie pięćdziesiąt lat, a teraz okazuje się, że Jan nie jest moim ojcem. I jedyne, czego nie wiesz, to kto nim jest?

— Wiem, jak to brzmi.

— Nie. Nie wiesz.

Wiktor podszedł bliżej.

— Tomek został zabrany z mojego domu. Jeśli wiesz cokolwiek, co pomoże go znaleźć, mów teraz.

Ewa pobladła.

— Zabrany?

— Ktoś powiedział mu, że jego prawdziwa matka czeka w ogrodzie.

Ewa zakryła usta dłonią.

— Adrian.

— Skąd wiesz?

— Bo to on zabrał go pierwszy raz.

Wiktor chwycił oparcie krzesła.

— Pierwszy raz?

Ewa usiadła.

— Tomek nie urodził się razem z pozostałą trójką. Helena rzeczywiście nosiła trojaczki. Marek, Mikołaj i Aleksander byli jej synami. Tomek urodził się sześć dni wcześniej w innej klinice.

— Kto go urodził? — zapytała Serena.

— Surogatka. Nie znałam jej nazwiska. Komórka jajowa pochodziła ode mnie, materiał genetyczny od Wiktora.

Wiktor patrzył na nią jak sparaliżowany.

— Bez mojej zgody?

— Roman miał dostęp do próbek pobranych wiele lat wcześniej podczas badań rodzinnych. Chciał stworzyć dziecko, które biologicznie połączy dwie linie.

— Jakie linie?

Ewa spojrzała na Serenę.

— Radeckich i moją.

Serena poczuła chłód.

— Dlaczego twoja linia była tak ważna?

— Bo nie jestem Kowalską.

Wiktor nagle zrozumiał wcześniej niż Serena.

— Jak się nazywałaś?

Ewa zamknęła oczy.

— Ewa Wysocka.

Nazwisko najwyraźniej coś znaczyło dla Wiktora.

— Wysoccy z Gdańska?

— Tak.

Serena spojrzała między nimi.

— Kim byli?

Wiktor odpowiedział cicho:

— Rodziną, która przed laty kontrolowała znaczną część interesów na północy. Roman prowadził z nimi wojnę.

Ewa pokręciła głową.

— Nie chodziło tylko o interesy. Mój ojciec miał dokumenty mogące zniszczyć Romana. Kiedy zginął, dokumentów nie znaleziono. Roman uwierzył, że przekazał je mnie.

— Przekazał?

Ewa spojrzała Serenie prosto w oczy.

— Tak.

Serena poczuła narastające napięcie.

— Gdzie są?

— Nie wiem.

— Kłamiesz.

— Nie. Ojciec zostawił wskazówkę. Powiedział tylko, że kiedy przyjdzie odpowiedni czas, „dziecko otworzy drzwi”.

Wiktor spojrzał na Serenę.

— Dlatego Roman interesował się tobą.

— Dlatego sfałszował jej akt urodzenia — powiedziała Ewa. — Chciał, żeby wszyscy uwierzyli, że Serena jest jego córką. To dawało mu pretekst, żeby trzymać ją blisko, gdyby kiedyś pojawiły się dokumenty.

Serena zacisnęła szczękę.

— A Jan?

— Jan pomógł nam uciec. Został twoim ojcem, żeby cię chronić.

— A potem upozorował własną śmierć?

Ewa spuściła wzrok.

— Kiedy odkrył, że Roman nadal nas szuka.

— Dlaczego mnie zostawił?

To pytanie zabrzmiało ciszej niż wszystkie poprzednie.

Ewa miała łzy w oczach.

— Bo ktoś zagroził, że jeśli Jan jeszcze raz się z tobą skontaktuje, zabiją ciebie.

Serena odwróciła się.

Przez moment nikt się nie odezwał.

Telefon Wiktora zawibrował.

Emil.

— Znaleźliśmy ślad Tomka. Samochód opuścił teren przez bramę serwisową. Kierowca użył starego identyfikatora.

— Czyjego?

— Adriana.

Wiktor ruszył do drzwi.

— Lokalizacja?

— Auto porzucono przy magazynach na Żeraniu. Ale jest coś dziwnego. Na miejscu znaleźliśmy telefon.

— Tomka?

— Nie. Adriana.

Wiktor zatrzymał się.

— I?

— Jest na nim nagranie z dzisiejszej nocy.

Kilka sekund później Emil przesłał plik.

Na ekranie pojawił się mężczyzna znany Serenie z monitoringu przed szkołą Łucji. Zdjął kaptur.

Podobieństwo do Wiktora było wyraźne.

Adrian Radecki żył.

„Wiktor, jeśli to oglądasz, Tomek jest ze mną. Jest bezpieczny. Nie zabrałem go, żeby cię skrzywdzić. Zabrałem go, bo ktoś w twoim domu zamierzał zrobić to pierwszy.”

Wiktor zacisnął szczękę.

Nagranie trwało dalej.

„Helena odkryła prawdę sześć lat temu. Próbowała wywieźć chłopców. Nie zdążyła. Jej samochód nie miał wypadku.”

Serena spojrzała na Wiktora.

„Jeśli chcesz odzyskać syna, przyjedź sam do starego domu Wysockich nad Zegrzem. Nie ufaj Emilowi. Nie ufaj Zofii. I przede wszystkim nie ufaj Janowi Kowalskiemu.”

Nagranie się skończyło.

— To może być próba skłócenia nas — powiedział Wiktor.

Ewa jednak wyglądała, jakby zobaczyła ducha.

— Stary dom nad Zegrzem...

Serena spojrzała na nią.

— Co z nim?

— Tam wszystko się zaczęło.

— Co?

Ewa podeszła do szafy i wyjęła spod stosu ubrań niewielkie pudełko. W środku znajdował się medalion.

Otworzyła go.

Po jednej stronie było zdjęcie młodej Ewy.

Po drugiej fotografia niemowlęcia.

— To ty — powiedziała.

Serena wzięła medalion.

Na odwrocie wygrawerowano datę jej narodzin oraz trzy litery.

A.R.W.

Wiktor spojrzał na nie i pobladł.

— Adrian Radecki Wysocki.

— Nie — powiedziała Ewa natychmiast. — To właśnie Roman chciał, żebyście pomyśleli.

Serena podniosła wzrok.

— Więc co znaczą?

Ewa otworzyła usta, ale w tej samej chwili doktor Bielski wbiegł do pokoju.

— Musicie stąd wyjść. Ktoś właśnie wszedł do systemu kliniki.

Wiktor sięgnął po telefon.

— Kto?

— Jan Kowalski.

Serena znieruchomiała.

Bielski odwrócił laptop.

Na ekranie widniało aktywne połączenie z kamerą znajdującą się dokładnie w pokoju numer sześć.

Ktoś obserwował ich na żywo.

Serena podeszła do kamery.

— Tato?

Głośnik laptopa zatrzeszczał.

Po chwili rozległ się męski głos.

Starszy. Zmęczony.

Ale Serena rozpoznałaby go wszędzie.

— Córeczko.

Kolana niemal się pod nią ugięły.

— Gdzie jesteś?

— Tam, gdzie powinienem był wrócić wiele lat temu.

— Nad Zegrzem?

Cisza była odpowiedzią.

— Czy Tomek jest z tobą?

— Tak.

Wiktor wyrwał laptop w stronę siebie.

— Jeśli go skrzywdziłeś...

— Kochasz tego chłopca, Wiktorze?

— Jest moim synem.

Jan zaśmiał się gorzko.

— W takim razie Roman wygrał nawet po śmierci.

— Co to znaczy?

— Przyjedźcie. Wszyscy troje. Wiktor, Serena i Ewa.

— Adrian też tam jest? — zapytała Serena.

Po drugiej stronie zapadła długa cisza.

— Adrian od sześciu lat próbuje naprawić błąd, który ja popełniłem.

— Jaki błąd?

Jan wypuścił ciężko powietrze.

— Pozwoliłem Romanowi uwierzyć, że dziecko Ewy, którego szukał, było chłopcem.

Serena ścisnęła medalion.

— Nie rozumiem.

— Bo Tomek nigdy nie był dzieckiem, którego Roman naprawdę potrzebował.

— Więc kto?

Głos Jana zadrżał.

— Ty, Serena.

Serena poczuła, jak wszystko wokół niej cichnie.

— Dlaczego ja?

— Ponieważ tylko ty możesz otworzyć sejf Wysockich.

— Co jest w środku?

Jan odpowiedział po chwili:

— Dowód, kto naprawdę zabił Helenę.

Krótka pauza.

— I akt urodzenia, którego Roman nie zdążył sfałszować.

Serena spojrzała na Ewę.

— Czyj?

Jan nie odpowiedział od razu.

Kiedy wreszcie przemówił, jego głos był niemal szeptem.

— Twój.

No comments yet