Serena nie zauważyła nawet, kiedy przestała oddychać. Telefon przyciskała do ucha tak mocno, że bolały ją palce, ale słowa Pawła nadal brzmiały nierealnie.
— Powtórz.
— Nie mamy czasu.
— Powiedziałeś, że ktoś z domu Radeckich zlecił śmierć Heleny. Skąd o tym wiesz?
Po drugiej stronie rozległ się szelest, potem trzask zamykanych drzwi.
— Bo Helena powiedziała mi to sama.
Wiktor usłyszał. Serena zobaczyła, jak jego twarz twardnieje.
— Włącz głośnik — powiedział.
— Nie.
— Serena.
— To moja rozmowa.
— Dotyczy śmierci mojej żony.
Łucja i chłopcy obserwowali dorosłych z dywanu. Serena nie chciała, żeby usłyszeli więcej.
— Zofia, zabierz dzieci.
Tym razem żaden z chłopców nie protestował. Marek jedynie chwycił Tomka za rękę. Łucja podeszła do Sereny i objęła ją na sekundę.
— Nie znikaj.
— Nie zniknę.
Dopiero kiedy drzwi się zamknęły, Serena włączyła głośnik.
— Paweł, Wiktor słucha.
Cisza.
— Cholera.
Wiktor podszedł do telefonu.
— Kiedy rozmawiałeś z Heleną?
— Nie mam zamiaru rozmawiać z tobą.
— Kiedy?
— Dwa dni przed jej śmiercią.
Wiktor pobladł.
— Kłamiesz.
— Chciałbym.
Serena położyła mosiężny klucz na stole.
— Dlaczego Helena skontaktowała się z tobą?
— Nie ze mną. Z Janem.
Serena poczuła ukłucie pod żebrami.
— Z moim ojcem.
— Tak.
— Czyli żyje.
Paweł nie odpowiedział.
— Dość! — Serena uderzyła dłonią w stół. — Od lat wszyscy decydują, czego nie powinnam wiedzieć. Ty. Mój ojciec. Teraz Radeccy. Powiedz mi prawdę.
— Jan żył, kiedy ostatni raz go widziałem.
— Kiedy?
— Miesiąc temu.
Serena oparła dłonie o stół. Świat nie zawirował. To byłoby prostsze. Wszystko pozostało dokładnie na swoim miejscu, tylko jej własne życie nagle okazało się historią zbudowaną na cudzych kłamstwach.
— Wiedziałeś przez cały czas?
— Nie przez cały.
— Łucja go widziała.
— Wiem.
Serena uniosła głowę.
— Wiesz?
— To dlatego przyspieszyłem sprawę o opiekę.
Twarz Sereny stężała.
— Ty ją przyspieszyłeś?
— Chciałem zabrać Łucję z Warszawy.
— Próbowałeś odebrać mi córkę, żeby ją chronić?
— Próbowałem sprawić, żeby zniknęła z pola widzenia ludzi, którzy zaczęli interesować się tobą.
Serena poczuła narastającą wściekłość.
— Mogłeś mi powiedzieć.
— Jan zabronił.
— Mój ojciec nie ma prawa decydować o moim życiu. Zwłaszcza po tym, jak przez lata pozwalał mi wierzyć, że nie żyje.
Wiktor wziął klucz.
— Gdzie pasuje?
Paweł zaklął cicho.
— Odłóż go.
— Gdzie?
— Do skrytki na Dworcu Centralnym.
Emil spojrzał na Wiktora.
— Numer?
— Nie wiem.
Wiktor obracał klucz między palcami.
— Helena nie zostawiłaby klucza bez numeru.
Serena podniosła drewniane pudełko. Sprawdziła wnętrze, wieczko, fotografię. Nic.
Tomek.
Myśl przyszła nagle.
— Fortepian.
Wrócili do salonu. Serena przesunęła palcami po pustej skrytce pod klawiaturą. W świetle telefonu dostrzegła delikatne zadrapania na drewnie.
Cztery cyfry.
Emil już sięgał po telefon.
— Na Centralnym istnieją stare depozyty w części technicznej. Niektóre mają czterocyfrowe numery.
— Jedziemy — powiedział Wiktor.
— Nie — odezwał się Paweł. — Jeśli otworzycie tę skrytkę, oni się dowiedzą.
— Kim są „oni”? — zapytała Serena.
Cisza.
— Paweł?
Rozmowa nagle się urwała.
Serena spróbowała oddzwonić.
Telefon wyłączony.
Dwadzieścia minut później rezydencja była zamknięta jak twierdza. Wiktor chciał, żeby Serena została z dziećmi, lecz odmówiła.
— Jeśli Helena zostawiła coś związanego z moim ojcem, jadę.
— To może być pułapka.
— Moja córka została sfotografowana przed szkołą. Pułapka już się zatrzasnęła.
Wiktor przez chwilę patrzył jej w oczy.
— Dobrze.
Pojechali we troje: Serena, Wiktor i Emil.
Warszawa po północy była mokra i niemal pusta. Serena siedziała z tyłu czarnego samochodu, obserwując światła przesuwające się po szybie.
— Adrian był pańskim starszym bratem? — zapytała.
— Młodszym.
— Jak umarł?
Wiktor patrzył przed siebie.
— Samochód znaleziono w Wiśle. Ciała nigdy.
— I uznaliście go za martwego?
— Znaleziono jego krew. Ilość wskazywała, że nie mógł przeżyć.
Serena przypomniała sobie nagranie sprzed szkoły.
— A jednak przeżył.
— Albo ktoś chce, żebyśmy w to uwierzyli.
Na Dworcu Centralnym Emil zaprowadził ich bocznym korytarzem do starego rzędu metalowych skrytek. Numer 2147 znajdował się niemal na samym końcu.
Serena wsunęła klucz.
Pasował.
— Poczekaj — powiedział Wiktor.
— Na co?
— Jeśli Helena naprawdę zostawiła dowód, ktoś mógł czekać, aż go znajdziemy.
Serena przekręciła klucz.
Zamek kliknął.
W środku znajdowała się granatowa teczka, stary telefon komórkowy i koperta z napisem:
„DLA SERENY KOWALSKIEJ”.
Jej nazwisko zapisano ręką Heleny.
Serena otworzyła kopertę.
Wypadły dwa dokumenty.
Pierwszy był aktem urodzenia.
Jej aktem urodzenia.
Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadzało: data, miejsce, imię matki.
Potem zobaczyła rubrykę dotyczącą ojca.
Jan Kowalski nie był wpisany.
Widniało tam inne nazwisko.
Roman Radecki.
Serena poczuła, jak kolana uginają się pod nią.
— Nie.
Wiktor wyrwał dokument z jej dłoni.
Jego oczy rozszerzyły się.
— To niemożliwe.
— Pański ojciec...
Nie potrafiła dokończyć.
Jeśli dokument był prawdziwy, człowiek stojący przed nią nie był obcym mafijnym bossem.
Był jej przyrodnim bratem.
Emil otworzył granatową teczkę.
— Jest więcej.
W środku znajdowały się kopie przelewów, fotografie, nazwiska oraz raport laboratoryjny.
Wiktor chwycił go pierwszy.
Serena obserwowała jego twarz.
— Co?
Nie odpowiedział.
— Wiktor.
Podał jej dokument.
Był to wynik badania DNA wykonanego czternaście lat wcześniej.
Roman Radecki został wykluczony jako biologiczny ojciec Sereny.
— Więc akt jest fałszywy — powiedziała.
— Tak — odpowiedział Emil. — Tylko po co Helena go tutaj zostawiła?
Stary telefon w skrytce nagle się włączył.
Ekran rozświetlił ciemny korytarz.
Nikt go nie dotknął.
Pojawił się plik wideo.
Data nagrania: cztery dni przed śmiercią Heleny.
Wiktor nacisnął odtwarzanie.
Na ekranie pojawiła się Helena. Siedziała dokładnie przy fortepianie w rezydencji. Wyglądała na niewyspaną i przestraszoną.
„Sereno, jeśli to oglądasz, prawdopodobnie pokazali ci akt urodzenia. Nie wierz mu. Roman nie był twoim ojcem. Ten dokument powstał po to, żeby ukryć coś znacznie gorszego.”
Helena spojrzała poza kamerę, jakby usłyszała jakiś dźwięk.
„Twój ojciec, Jan Kowalski, odkrył, że ktoś przez lata zmieniał dokumenty dotyczące dzieci rodziny Radeckich.”
Wiktor znieruchomiał.
Helena mówiła dalej.
„Jan zaczął od twojego aktu urodzenia. Potem sprawdził akty chłopców.”
Serena spojrzała na Wiktora.
Nagranie zatrzeszczało.
„Wiktorze, jeśli jesteś z Sereną, musisz zrobić jedną rzecz, zanim komukolwiek zaufasz.”
Helena pochyliła się bliżej kamery.
„Zbadaj DNA swoich synów.”
Wiktor przestał oddychać.
A potem Helena wypowiedziała zdanie, które zmieniło wszystko.
„Bo jeden z czworaczków nie jest twoim dzieckiem.”







No comments yet