Serena przez chwilę słyszała tylko własny oddech. Łucja siedziała na łóżku tuż za nią, więc Serena zmusiła się, żeby nie pokazać strachu. Spojrzała na ekran telefonu Emila, jakby trzy ostatnie słowa mogły zmienić znaczenie, gdy przeczyta je wystarczająco wiele razy.
— Puść jeszcze raz.
Emil uruchomił nagranie od początku. Głos Heleny zabrzmiał ponownie, cichy, napięty, nagrany najwyraźniej w pośpiechu.
„Jeżeli Wiktor tego słucha, prawdopodobnie jest już za późno. Adrian żyje. Ale to nie on jest człowiekiem, którego powinniśmy się bać.”
Trzask. Szum.
„Znajdźcie córkę Jana Kowalskiego.”
Koniec.
Serena spojrzała na Wiktora.
— Helena znała mojego ojca?
— Nie wiem.
— Przed chwilą dowiedziałam się, że mój ojciec pracował dla pańskiej rodziny. Teraz pańska zmarła żona mówi o mnie na nagraniu sprzed lat. Proszę przestać odpowiadać „nie wiem”.
Łucja poruszyła się za jej plecami.
— Mamo?
Serena natychmiast złagodniała. Usiadła przy córce i pocałowała ją w czoło.
— Wszystko dobrze. Dorośli muszą tylko coś wyjaśnić.
Dziewczynka spojrzała na Wiktora.
— Ten pan za oknem wróci?
Wiktor odpowiedział bez wahania:
— Nie dostanie się do środka.
Nie obiecał, że nie wróci. Serena zauważyła różnicę.
Kilka minut później pani Zofia zabrała Łucję do pokoju chłopców. Ku zaskoczeniu Sereny Marek sam stanął w drzwiach i powiedział:
— Może spać u nas.
Nie brzmiało to jak zaproszenie. Bardziej jak deklaracja ochrony.
Kiedy dzieci odeszły, Serena zamknęła drzwi.
— Teraz chcę wszystkiego, co pan wie o Janie Kowalskim.
Wiktor podszedł do okna.
— Pani ojciec pojawił się u nas mniej więcej dwadzieścia lat temu. Mój ojciec, Roman Radecki, ufał bardzo niewielu ludziom. Jan był jednym z nich. Prowadził rachunki legalnych spółek, ale również dokumentował pieniądze, których oficjalnie nie było.
— Dlaczego?
— Ubezpieczenie.
— Przeciw komu?
Wiktor odwrócił się.
— Przeciwko własnym ludziom.
Serena poczuła gorzki smak w ustach.
Przez całe życie pamiętała ojca jako spokojnego człowieka, który wieczorami naprawiał jej szkolne kalkulatory, robił za mocną herbatę i zawsze nosił w kieszeni dwa długopisy. Umarł, jak jej powiedziano, wskutek nagłego zawału podczas delegacji służbowej.
— Jak naprawdę umarł?
Tym razem Wiktor milczał zbyt długo.
— Oficjalnie zawał.
— A nieoficjalnie?
— Zniknął na trzy dni. Potem znaleziono go w hotelu pod Łodzią.
Serena zamknęła oczy.
— Miałam dziewiętnaście lat. Powiedziano mi, że zasłabł podczas konferencji.
— Prawdopodobnie chciano panią chronić.
— Kto?
— Tego właśnie nie wiem.
Serena odwróciła się, żeby ukryć łzy. Nie chciała płakać przed Wiktorem. Nie teraz.
Emil przerwał ciszę.
— Jest coś jeszcze.
Położył na stole tablet.
— Sprawdziłem datę nagrania Heleny. Powstało cztery dni przed jej śmiercią.
Wiktor znieruchomiał.
— Lokalizacja?
— Tutaj. W rezydencji.
— A metadane?
— Ktoś je modyfikował. Ale nie wszystkie.
Emil przesunął palcem po ekranie.
— Plik został skopiowany trzy dni po śmierci Heleny.
— Przez kogo? — zapytała Serena.
— Z konta administracyjnego systemu domu.
Wiktor spojrzał na niego.
— Kto miał dostęp?
Emil zawahał się.
— Ty. Ja. Helena.
— Helena już nie żyła.
— Wiem.
Serena poczuła narastający chłód.
— Czyli ktoś w tym domu miał jej hasło.
Nikt nie odpowiedział.
Nagle drzwi otworzyły się bez pukania.
Stał w nich Aleksander.
— Tata.
— Mieliście zostać z Zofią.
— Marek znalazł coś pod łóżkiem Tomka.
Wszyscy troje ruszyli za nim.
W pokoju chłopców panował niezwykły porządek. Łucja siedziała na dywanie między Mikołajem a Markiem. Tomek klęczał przy swoim łóżku, a przed nim leżało niewielkie drewniane pudełko.
— To nie moje — powiedział natychmiast.
Wiktor uklęknął.
Pudełko było stare, z wyrytym na wieczku inicjałem „H”.
— Heleny — powiedział.
— Było przyklejone od spodu — wyjaśnił Marek. — Łucja upuściła spinkę i zobaczyła taśmę.
Wiktor otworzył pudełko.
W środku znajdował się mały mosiężny klucz i fotografia.
Serena poczuła, że nogi robią się miękkie.
Na zdjęciu była Helena.
Obok niej stał Jan Kowalski.
Ojciec Sereny.
Fotografia musiała mieć co najmniej kilkanaście lat. Jan wyglądał dokładnie tak, jak Serena go pamiętała: szary płaszcz, okulary, lekko pochylone ramiona. Helena była bardzo młoda.
Ale najdziwniejsze znajdowało się w tle.
Fortepian Radeckich.
— To zdjęcie zrobiono tutaj — powiedziała Serena.
Wiktor odwrócił fotografię.
Na odwrocie widniała data.
Serena przeczytała ją i zamarła.
— To niemożliwe.
Data pochodziła sprzed trzynastu lat.
Jej ojciec oficjalnie nie żył wtedy od sześciu.
Wiktor spojrzał na Serenę.
— Albo data jest fałszywa...
— Albo pochowałam kogoś innego.
Łucja nagle podniosła głowę.
— Mamo, znam tego pana.
Serena odwróciła się do córki.
— Jakiego pana?
Łucja wskazała Jana na fotografii.
— Jego.
Serena poczuła lodowaty ucisk w piersi.
— Nie możesz go znać. Dziadek umarł, zanim się urodziłaś.
Łucja pokręciła głową.
— Ale widziałam go.
— Gdzie?
Dziewczynka zastanawiała się chwilę.
— Kiedy tata mnie zabrał w zeszłym miesiącu. Pojechaliśmy do takiego dużego domu za miastem. Tata powiedział, że mam zostać w samochodzie.
Serena przestała oddychać.
— I wtedy go widziałaś?
— Stał w oknie.
Wiktor wstał.
— Jak nazywa się ojciec Łucji?
Serena spojrzała na niego.
— Paweł Zieliński.
Emil już wpisywał nazwisko do telefonu.
Po kilkunastu sekundach jego twarz się zmieniła.
— Serena...
— Co?
Obrócił tablet.
Na ekranie znajdował się dokument dotyczący jednej ze spółek należących kiedyś do Romana Radeckiego. Lista członków zarządu sprzed siedmiu lat.
Jedno nazwisko zostało zaznaczone.
Paweł Zieliński.
— To nie wszystko — powiedział Emil. — Paweł nie pracował dla waszej rodziny przypadkiem.
Przewinął niżej.
Serena zobaczyła podpis pod starym pełnomocnictwem.
Osobą, która rekomendowała Pawła do spółki, był Jan Kowalski.
Jej rzekomo martwy ojciec.
W tej samej chwili telefon Sereny zadzwonił.
Na ekranie pojawiło się nazwisko, którego najmniej chciała teraz zobaczyć.
Paweł.
Odebrała.
— Gdzie jest Łucja? — zapytał bez powitania.
Serena spojrzała na córkę.
— Ze mną.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
Potem Paweł powiedział coś, co sprawiło, że Wiktor natychmiast podszedł bliżej.
— Zabierz ją z domu Radeckich. Teraz.
— Skąd wiesz, gdzie jesteśmy?
Kolejna cisza.
— Serena, posłuchaj mnie. Nie pytaj o nic. Po prostu wyjdź.
— Znasz Adriana Radeckiego?
Oddech Pawła urwał się.
— Kto ci powiedział o Adrianie?
Serena zacisnęła telefon w dłoni.
— Mój ojciec naprawdę nie żyje?
Tym razem cisza trwała tak długo, że pomyślała, iż Paweł się rozłączył.
W końcu usłyszała jego szept.
— Twój ojciec jest najmniejszym problemem.
— Co to znaczy?
— To znaczy, że jeśli znaleźliście pudełko Heleny, macie najwyżej kilka godzin.
Serena spojrzała na mosiężny klucz.
— Do czego jest ten klucz?
Paweł wypuścił powietrze.
— Serena, nie używaj go.
— Do czego?
Głos Pawła nagle stał się przerażająco poważny.
— Do miejsca, w którym Helena zostawiła dowód, że ktoś z domu Radeckich zlecił jej śmierć.







No comments yet