Droga nad Zegrze była niemal pusta. Serena siedziała obok Ewy na tylnym siedzeniu, trzymając medalion tak mocno, że jego krawędzie odcisnęły się w jej dłoni. Jeszcze kilka godzin wcześniej największym problemem w jej życiu była rozprawa o Łucję. Teraz jechała do człowieka, którego pochowała trzynaście lat wcześniej, po chłopca, który biologicznie był jej bratem, a jednocześnie synem Wiktora.
— Powiedz mi teraz — odezwała się do Ewy. — Zanim tam dojedziemy. Co oznacza A.R.W.?
Ewa spojrzała przez okno.
— Nie wiem wszystkiego.
— Tego zdania mam już dość.
— Wiem, że „W” oznacza Wysocka. Pierwsze dwie litery miały wskazywać twojego biologicznego ojca.
— Adrian Radecki?
— Roman chciał, żebym w to uwierzyła.
Wiktor spojrzał na nie w lusterku.
— Adrian i Ewa?
— Nigdy — odpowiedziała natychmiast. — Poznałam go dopiero kilka lat po narodzinach Sereny.
— Więc kto?
Ewa dotknęła medalionu.
— Tego dowiedział się Jan. I właśnie wtedy upozorował swoją śmierć.
Stary dom Wysockich stał samotnie za pasem mokrych sosen. Dwupiętrowa willa z ciemnej cegły wyglądała tak, jakby od dziesięcioleci nikt w niej nie mieszkał, ale w jednym z okien paliło się światło.
Wiktor zatrzymał samochód.
— Zostajecie tutaj.
Serena otworzyła drzwi.
— Nie.
— Nie wiemy, ilu ludzi jest w środku.
— Jest tam Tomek.
— Właśnie dlatego...
— I mój ojciec. Oraz odpowiedzi dotyczące mojego życia. Nie przyjechałam tutaj, żeby siedzieć w samochodzie.
Ewa wysiadła po drugiej stronie.
Wiktor spojrzał na obie kobiety i najwyraźniej zrozumiał, że dalsza dyskusja nie ma sensu.
Drzwi domu były otwarte.
W środku pachniało kurzem, wilgocią i drewnem. Serena zobaczyła stare rodzinne fotografie na ścianach. Na jednej z nich rozpoznała młodą Ewę.
— Serena?
Głos dobiegł z salonu.
Zatrzymała się.
Jan Kowalski wyszedł z półmroku.
Był znacznie starszy niż człowiek z jej wspomnień. Włosy miał prawie całkowicie siwe, twarz wychudzoną. Ale sposób, w jaki lekko przechylał głowę, pozostał ten sam.
Serena nie ruszyła się.
Jan miał łzy w oczach.
— Córeczko.
Podeszła do niego.
Przez sekundę wyglądało, jakby miała go objąć.
Zamiast tego uderzyła go otwartą dłonią w policzek.
Jan przyjął to bez słowa.
— Trzynaście lat — powiedziała.
— Wiem.
— Urodziłam córkę bez ciebie. Rozwiodłam się bez ciebie. Nie miałam pieniędzy, nie miałam pracy, myślałam, że straciłam jedynego człowieka, który zawsze będzie po mojej stronie, a ty żyłeś.
— Gdybym wrócił...
— Nie chcę kolejnego „chroniłem cię”.
Jan spuścił głowę.
— Masz prawo mnie nienawidzić.
— Gdzie jest Tomek?
Natychmiast wskazał schody.
— Na górze. Śpi. Nic mu nie jest.
Wiktor ruszył, ale Jan zastąpił mu drogę.
— Najpierw musisz coś zobaczyć.
— Zejdź mi z drogi.
— Jeśli wejdziesz tam bez poznania prawdy, popełnisz dokładnie ten sam błąd co Roman.
Wiktor złapał Jana za koszulę.
— Mój sześcioletni syn został wyprowadzony nocą z własnego domu.
— Przez Adriana. Żeby uratować mu życie.
— Gdzie jest Adrian?
— Sprawdza, czy nikt was nie śledził.
Serena weszła pomiędzy nich.
— Sejf.
Jan spojrzał na medalion w jej dłoni.
— Chodźcie.
Zaprowadził ich do biblioteki. Za regałem znajdowały się stalowe drzwi bez klawiatury, jedynie z niewielkim okrągłym wgłębieniem.
Serena przyłożyła medalion.
Nic.
— Mówiłeś, że tylko ja mogę go otworzyć.
— Medalion jest pierwszym kluczem.
Jan przesunął panel w ścianie.
Ukazał się stary czytnik.
— Drugi to odcisk palca potomka Wysockich.
Serena przyłożyła dłoń.
Zielone światło.
Mechanizm kliknął.
W środku znajdowały się dokumenty, kasety, dyski i zapieczętowane koperty.
Jan wyjął jedną.
„SERENA — AKT URODZENIA. ORYGINAŁ.”
Serena rozerwała papier.
Imię matki: Ewa Wysocka.
Imię ojca:
Aleksander Radecki.
Wiktor zrobił krok w tył.
— Mój wuj?
Ewa zasłoniła usta.
— Aleksander...
Serena spojrzała na nią.
— Znałaś go.
Łzy spłynęły Ewie po twarzy.
— Kochałam go.
Wiktor odebrał dokument.
— Aleksander Radecki zginął trzy miesiące przed narodzinami Sereny.
Jan pokręcił głową.
— Został zamordowany.
— Przez Romana?
— Aleksander chciał zakończyć wojnę z Wysockimi. Zamierzał ujawnić interesy Romana i odejść z rodzinnego imperium. Roman dowiedział się o Ewie i dziecku.
Serena poczuła, że odpowiedź, której szukała, wcale nie przyniosła ulgi.
— Roman zabił mojego ojca?
Jan spojrzał na nią.
— Wydał rozkaz.
Wiktor stał nieruchomo.
— Mój ojciec kazał zabić własnego brata.
— Tak.
Jan sięgnął po drugą kopertę.
— A później całe życie szukał dowodów, które Aleksander i ojciec Ewy zgromadzili przeciwko niemu. Dlatego potrzebował Sereny.
— A Tomek? — zapytał Wiktor.
— Roman stworzył plan awaryjny. Dziecko Ewy i twoje miało mieć genetyczne prawa do obu rodzin. Gdyby Serena zniknęła, Tomek mógł zostać wykorzystany jako drugi klucz.
Wiktor pobladł.
— Roman planował to przed śmiercią?
— Przez lata.
Z góry dobiegły szybkie kroki.
— Tato!
Tomek zbiegł po schodach.
Wiktor ruszył ku niemu i uklęknął. Chłopiec wpadł mu w ramiona.
— Myślałem, że będziesz zły.
— Na ciebie? Nigdy.
— Ten pan powiedział, że ktoś chciał mnie zabrać.
Wiktor przycisnął syna mocniej.
— Już jesteś bezpieczny.
Wtedy w drzwiach pojawił się Adrian.
Serena rozpoznała go natychmiast.
Wiktor wstał.
Bracia patrzyli na siebie po raz pierwszy od sześciu lat.
— Powinienem cię zabić za to, co zrobiłeś — powiedział Wiktor.
— Prawdopodobnie.
— Dlaczego upozorowałeś śmierć?
— Bo Helena poprosiła mnie o pomoc.
Wiktor zesztywniał.
Adrian wyjął z kieszeni mały pendrive.
— Odkryła, co Roman zrobił z Tomkiem. Chciała powiedzieć ci prawdę. Ale zanim zdążyła, zrozumiała, że człowiek odpowiedzialny za wszystko nadal miał dostęp do domu.
— Roman wtedy już nie żył.
— Właśnie.
Serena poczuła chłód.
— Czyli ktoś kontynuował jego plan.
Adrian skinął głową.
— I zabił Helenę.
Wiktor wyciągnął rękę po pendrive.
— Kto?
— Najpierw obejrzyj.
Jan podłączył urządzenie do starego laptopa.
Na ekranie pojawiło się nagranie z garażu Radeckich wykonane w noc przed śmiercią Heleny.
Helena stała obok samochodu.
Ktoś wszedł do garażu.
Serena pochyliła się bliżej.
— Paweł?
Jej były mąż pojawił się na ekranie.
Wiktor spojrzał na nią.
— Co on tam robił?
Nagranie nie miało dźwięku. Paweł rozmawiał z Heleną, potem przykucnął przy samochodzie.
Serena poczuła mdłości.
— To on?
— Patrz dalej — powiedział Adrian.
Paweł po chwili wstał.
Pokazał Helenie coś pod samochodem.
Potem oboje gwałtownie odwrócili się w stronę wejścia.
Do garażu wszedł drugi człowiek.
Emil.
Serena zamarła.
Na filmie Emil podszedł do Pawła, wyrwał mu coś z dłoni i uderzył go. Helena próbowała uciec.
Nagranie urwało się.
Wiktor nie poruszał się.
— Emil był ze mną przez dwadzieścia lat.
— Wiem — powiedział Adrian.
— Dzisiaj zostawiłem z nim moje dzieci.
Adrian spojrzał na niego.
— Dlatego zabrałem Tomka.
Wiktor już wyciągał telefon.
Serena poczuła nagle zimno.
Łucja.
Jej palce zaczęły drżeć.
Wybrała numer córki.
Jeden sygnał.
Drugi.
Ktoś odebrał.
— Łucja?
Cisza.
— Kochanie?
W słuchawce odezwał się Emil.
— Serena.
Wiktor wyrwał jej telefon.
— Gdzie są dzieci?
— Marek, Mikołaj i Aleksander są dokładnie tam, gdzie ich zostawiłeś.
— A Łucja?
Emil zaśmiał się cicho.
— Łucja jedzie ze mną.
Serena poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy.
— Jeśli ją skrzywdzisz...
— Nie zrobię jej krzywdy. Potrzebuję tylko wymiany.
— Jakiej?
Emil milczał przez sekundę.
— Serena przyniesie mi zawartość sejfu Wysockich.
— Nie.
— W takim razie rano Paweł może wygrać swoją rozprawę o opiekę bez żadnego wysiłku.
Połączenie zostało przerwane.
Serena spojrzała na dokumenty w sejfie.
Jan podszedł do niej.
— Nie możesz mu ich oddać.
Odwróciła się do niego.
— Ma moją córkę.
— Jeśli dostanie oryginały, zniknie ostatni dowód przeciwko ludziom Romana.
Serena zamknęła sejf.
Jej twarz była mokra od łez, ale głos już nie drżał.
— Przez całe moje życie wszyscy wybierali, co poświęcić, żeby chronić swoje sekrety.
Wzięła teczkę.
— Ja wybieram Łucję.
Telefon ponownie zawibrował.
Wiadomość od Emila zawierała lokalizację oraz jedno zdjęcie.
Łucja siedziała na tylnym siedzeniu samochodu. Była przestraszona, lecz cała.
Pod fotografią znajdowało się zdanie:
„Przyjedź sama.”
Adrian spojrzał na adres.
Jego twarz natychmiast stwardniała.
— Serena, nie możesz tam jechać.
— Dlaczego?
Adrian pokazał lokalizację Janowi.
Starszy mężczyzna pobladł.
— Co tam jest? — zapytał Wiktor.
Jan spojrzał na Serenę.
— Miejsce, w którym zamordowano twojego biologicznego ojca.
Serena ścisnęła teczkę.
Wtedy Adrian powiedział cicho:
— I miejsce, w którym Roman Radecki został pochowany.
Wiktor odwrócił się gwałtownie.
— Mój ojciec ma grób na Powązkach.
Adrian pokręcił głową.
— Ma nagrobek.
Po chwili dodał:
— Ale Roman nigdy nie leżał w tej trumnie.







No comments yet